Yuki Tsunoda przed GP Holandii: „Mentalnie cały czas pozostaję w F1”

Patrycja Miętus - redaktor

Patrycja Miętus

Yuki Tsunoda niespodziewanie wraca do stawki Formuły 1 podczas Grand Prix Holandii. Japończyk nie ukrywa, że chce przede wszystkim cieszyć się jazdą, ale występ na Zandvoort może mieć znacznie większe znaczenie – to okazja, by przypomnieć o sobie zespołom przed sezonem 2027.

Kontuzja Hadjara otworzyła Tsunodzie drzwi do F1

Powrót 26-letniego kierowcy jest efektem nagłej roszady w dwóch zespołach Red Bulla. Isack Hadjar doznał kontuzji nadgarstka podczas letniej przerwy i nie wystartuje w Grand Prix Holandii. Jego miejsce w Red Bullu zajął Liam Lawson, natomiast zwolniony w ten sposób fotel w Racing Bulls przypadł Tsunodzie.

Japończyk ostatni raz ścigał się w Grand Prix pod koniec sezonu 2025. Po trudnym okresie u boku Maxa Verstappena stracił miejsce w Red Bullu na rzecz Hadjara i w 2026 roku pełni funkcję kierowcy rezerwowego obu ekip należących do koncernu. Zandvoort będzie jego pierwszym startem w tegorocznym sezonie.

Informacja o możliwym powrocie zastała Tsunodę podczas wakacji w Grecji. We wtorek dowiedział się, że może zostać wezwany do samochodu, a niedługo później jego udział w weekendzie został potwierdzony. Kierowca przekonuje, że pod względem fizycznym jest przygotowany dzięki prywatnym testom starszych bolidów. Tsunoda, opisując swoje nastawienie przed powrotem, powiedział:

Od początku sezonu nie mogłem się doczekać, kiedy wsiadę do samochodu i znów będę rywalizować z innymi kierowcami. Myślę, że teraz po prostu będę się tym cieszył i – oczywiście – dam z siebie sto procent. Mam nadzieję, że przyniesie to dobre wyniki.

Pierwszy kontakt z bolidem F1 na sezon 2026

Samo wskoczenie do samochodu nie oznacza jednak łatwego weekendu. Tsunoda pracował w symulatorze i uczestniczył w czterech sesjach TPC, czyli testach starszych bolidów, ale nie prowadził jeszcze na torze aktualnego samochodu Racing Bulls. Łącznie podczas tegorocznych prywatnych jazd pokonał dystans odpowiadający około pięciu wyścigom.

Dodatkowym utrudnieniem jest format weekendu w Holandii. Kierowca będzie miał tylko jeden trening przed rozpoczęciem sesji o charakterze rywalizacji, dlatego nie zamierza wyznaczać sobie konkretnego celu. Najpierw musi poznać zachowanie samochodu oraz procedury obowiązujące w Racing Bulls. Tsunoda tak opisał skalę tego wyzwania:

Muszę po prostu przyzwyczaić się do tego samochodu, który, jak przypuszczam, będzie sprawiał zupełnie inne wrażenie, oraz do procedur, choćby tego, jak wszystko uruchamiać. Myślę, że tylko jeden trening będzie trudnym wyzwaniem, dlatego nie stawiam sobie żadnych oczekiwań. Na razie chcę po prostu cieszyć się jazdą i dobrze się bawić, bo na to czekałem od dawna.

Jeden wyścig może pomóc w walce o sezon 2027

Powrót na Zandvoort został na razie potwierdzony tylko na jeden weekend. Nie wiadomo jeszcze, czy Hadjar będzie gotowy na kolejną rundę, dlatego ewentualne następne występy Tsunody będą zależały od tempa rekonwalescencji Francuza. Sam Japończyk podkreśla, że życzy kierowcy Red Bulla szybkiego powrotu do zdrowia.

Dla Tsunody ważniejsze od liczby startów może być jednak samo pojawienie się na torze. Kierowca przyznaje, że znacznie łatwiej przekonać potencjalnego pracodawcę jazdą niż rozmowami prowadzonymi poza torem. Właśnie dlatego chce wykorzystać Grand Prix Holandii do pokazania swoich możliwości przed ustaleniem składów na kolejny sezon. Japończyk, pytany o znaczenie występu na Zandvoort, wyjaśnił:

Zawsze dobrze jest osiągać dobre wyniki i właśnie do tego dążę. Muszę dać z siebie sto procent. Szczerze mówiąc, posiadanie takiej okazji i jej brak to dwie zupełnie różne sytuacje. Kiedy rozmawiasz z zespołami, próbujesz sprzedać siebie słowami. Ale zawsze chcesz udowodnić swoją wartość jazdą, więc to dobrze.

Formuła 1 pozostaje priorytetem, ale pojawiła się opcja IndyCar

Pozycja Tsunody na rynku kierowców nie jest komfortowa. Jego nadrzędnym celem pozostaje odzyskanie pełnoetatowego miejsca w Formule 1 w sezonie 2027, jednak kierowca nie chce spędzić kolejnego roku wyłącznie w garażu. Dlatego bierze pod uwagę również starty poza F1.

Jednym z kierunków jest IndyCar. Według Motorsport.com Tsunoda prowadził rozmowy z Meyer Shank Racing dotyczące możliwości startów w 2027 roku. Japończyk nadal stawia jednak Formułę 1 na pierwszym miejscu, a kwestie negocjacji pozostawia swojemu menedżerowi.

Tsunoda przedstawił swoje podejście do przyszłości następująco:

To nie jest moje zadanie, żeby zajmować się takimi sprawami. Całkowicie pozostawiam to mojemu menedżerowi. Moim zadaniem jest po prostu szybka jazda. Mentalnie zawsze jestem w F1. Moim głównym celem zawsze jest ściganie się w Formule 1 i odniesienie tutaj sukcesu. To się nie zmienia, niezależnie od wszystkiego. Ale nie chcę też przez dwa lata siedzieć w garażu. Chcę się ścigać. Jeśli pojawi się jakaś możliwość albo nie znajdę miejsca na przyszły rok w F1, będę musiał rozejrzeć się za innymi seriami. Dopóki jednak w przyszłym roku nie wyjadę na tor gdzie indziej, mentalnie cały czas pozostaję w F1.

Grand Prix Holandii może więc być dla Tsunody czymś więcej niż jednorazowym zastępstwem. Po wielu miesiącach pracy poza wyścigowym składem dostał możliwość pokazania swojej wartości w bezpośredniej rywalizacji. Sam kierowca podchodzi do tego bez deklarowania konkretnych wyników – chce wykorzystać szansę, pojechać możliwie szybko i sprawić, by jego nazwisko pozostało w grze o sezon 2027.

O autorze

Patrycja Miętus - redaktor

Patrycja Miętus

Redaktor działu Motorsport
Z wykształcenia humanistka, z wyboru – bezkompromisowa petrolheadka. W swoich tekstach łączę twarde dane techniczne z lekkim piórem, nutą ironii i kobiecą perspektywą. Od 2017 roku współtworzyłam portal petrofile.pl, a moje publikacje ukazywały się również w serwisach publicystycznych, w tym na łamach piszejakjest.pl. Prywatnie pasjonuję się fitnessem i zdrowym stylem życia, więc w motoryzacji również stawiam na dobrą formę i profilaktykę: regularny serwis, właściwą rozgrzewkę przed ostrzejszą jazdą i dbałość o podzespoły. Fanka F1, WEC i serii GT3.

© 2026 MotoGuru.pl