Lamborghini Urus stanął w płomieniach. Porsche i Audi też wzywają auta do serwisu

Luksusowe SUV-y i limuzyny grupy Volkswagena znalazły się w centrum niewygodnej uwagi – wadliwie dokręcone pompy wysokiego ciśnienia paliwa zmusiły producenta do pilnego wezwania aut do serwisu. Choć mowa zaledwie o 122 samochodach, problem jest poważny, bo ryzyko pożaru stało się faktem – jeden egzemplarz Lamborghini Urusa faktycznie poszedł z dymem.
Pożar, który nie powinien się wydarzyć
Sprawa wyszła na jaw, gdy w jednym z egzemplarzy Lamborghini Urus z rocznika 2025 doszło do zapłonu. Właściciel wcześniej wyczuł woń paliwa i zauważył ostrzegawczą kontrolkę, ale ogień i tak pojawił się pod maską. Na szczęście obyło się bez ofiar, jednak sam incydent wystarczył, by uruchomić procedury. Wkrótce potem pojawił się kolejny przypadek – tym razem Urus nie spłonął, ale w misce olejowej znalazło się aż 16 litrów benzyny. Brzmi jak scenariusz z kiepskiego warsztatu, a nie z fabryki marek premium, ale to właśnie ujawniono w dokumentacji.
Co poszło nie tak?
Według amerykańskiej agencji rządowej, winę ponosi wadliwa procedura produkcyjna. Instytucja wskazała, że w początkowym etapie montażu nie użyto standardowego narzędzia produkcyjnego, bo skaner odmówił posłuszeństwa. Naprawa została następnie przeprowadzona niezgodnie ze specyfikacją, co sprawiło, że połączenia pomiędzy pompą a przewodami paliwowymi mogły nie być wystarczająco szczelne. Problem zidentyfikowano w fabrykach Porsche, które odpowiada za silniki montowane również w Lamborghini i Audi.
Kogo dotyczy akcja serwisowa?
Najwięcej wezwań objęło Porsche – producent musi sprawdzić 107 egzemplarzy Panamery, Panamery E-Hybrid i Cayenne z lat modelowych 2024–2026. Do tego:
- Lamborghini Urus – 14 sztuk z rocznika 2025,
- Audi SQ7 – tylko jeden egzemplarz z rocznika 2025.
Łącznie mowa o 122 autach. To kropla w morzu produkcji, ale wystarczyła, by zburzyć wizerunek „niemieckiej precyzji”.
Jak zostanie rozwiązany problem?
Dealerzy zostali zobowiązani do przeprowadzenia inspekcji i – jeśli zajdzie potrzeba – wymiany pomp oraz przewodów paliwowych. Standardowo jednak najpierw sprawdzą i dokręcą połączenia, które mogły być źródłem nieszczelności. Jak zauważył przedstawiciel koncernu:
Całość prac ma zostać wykonana nieodpłatnie, a właściciele aut objętych akcją zostaną powiadomieni indywidualnie.
Wizerunkowy policzek
Volkswagen kontroluje jedne z najbardziej prestiżowych marek świata, a jednak problem dotknął trzy z nich jednocześnie. Wpadka z pompami paliwowymi pokazuje, że nawet w segmencie aut za setki tysięcy złotych margines błędu istnieje. Ostatecznie sama liczba aut objętych akcją jest niewielka, lecz obraz luksusowego SUV-a wartego ponad milion złotych, który kończy w płomieniach, mocno działa na wyobraźnię. Dla koncernu to sygnał, że wizerunek „doskonałości” może być równie kruchy jak wadliwie dokręcona śruba.
O autorze
Paweł Trafny
Najnowsze

Bottasowi przed GP Miami zwinęli służbowego Cadillaca z przepustką do padoku

Najtrwalsze chińskie silniki. Te jednostki mają największe szanse na 300 tys. km przebiegu

Kolejny chiński wytwórca chce fabryki Volkswagena w Europie. Jest jednak pewien problem

Nürburgring 24h 2026. Gdzie oglądać transmisję na żywo za darmo?



