Hemi V8 kosztowało Stellantis fortunę – 3,28 mld zł w karach. To gra na dwa fronty

Stellantis w ostatnich latach zapłaciło gigantyczne kary za niespełnienie norm dotyczących średniego zużycia paliwa. Od 2018 roku koncern wyłożył już ponad 3,28 mld złotych (773,5 mln dolarów), a tylko w 2024 roku – niemal 690 mln złotych (190,6 mln dolarów). Wszystko przez zamiłowanie do paliwożernych silników Hemi V8 oraz flotę dużych SUV-ów i pick-upów, które podbijają serca klientów, ale jednocześnie pustoszą księgi rachunkowe firmy.
Hemi V8 – symbol sukcesu i problemów
Flagowe silniki V8 stały się dla Stellantisa nie tylko wizytówką modeli Dodge czy Ram, ale też balastem, który ciągnął firmę w dół w kontekście regulacyjnym. O ile klienci uwielbiali potężne SUV-y i muscle cary, o tyle regulatorzy nie mają litości. W efekcie za roczniki 2019 i 2020 koncern musiał pokryć dodatkowe kary – w marcu 2024 roku wpłacił 284 mln złotych (78,3 mln dolarów), a w czerwcu kolejne 407 mln złotych (112,3 mln dolarów). Jak podała agencja Reuters, łączna kwota kar Stellantisa od 2018 roku sięgnęła już astronomicznych 3,28 mld złotych. To pieniądze, które firma mogłaby przeznaczyć na rozwój technologii hybrydowych czy elektrycznych, ale zamiast tego potraktowano je jako koszt utrzymania „benzynowego stylu życia”.
Nowe prawo w USA – ulga dla Stellantisa
Ratunkiem dla koncernu okazała się polityka Donalda Trumpa. Administracja 45. i 47. prezydenta USA zmieniła przepisy, które od roku modelowego 2022 chronią producentów przed wysokimi karami za niespełnianie standardów zużycia paliwa. Jak podało przedstawicielstwo Trumpa w czerwcu, wcześniejsze regulacje opierały się na nierealistycznym założeniu szybkiej popularyzacji aut elektrycznych. Były to kalkulacje, które mogły kosztować całą branżę nawet 59,8 mld złotych (14 mld dolarów) do 2032 roku. W tym: 12,2 mld złotych (3 mld dolarów) dla Stellantisa, 23,6 mld złotych (6,5 mld dolarów) dla General Motors i 3,6 mld złotych (1 mld dolarów) dla Forda. Administracja Trumpa stwierdziła, że poprzednia władza przekroczyła swoje kompetencje, przyjmując zawyżone prognozy dotyczące sprzedaży pojazdów elektrycznych.
Durango i Ram – paliwożerne bestsellery
W praktyce nowe przepisy umożliwiły Stellantisowi dalsze stawianie na Hemi V8. Ram 1500 otrzymał klasyczne V8, a Dodge Durango w wersji 2026 ma go już standardowo pod maską. Ironia losu polega na tym, że właśnie te modele stały się powodem miliardowych strat finansowych, a jednocześnie pozostały filarem sprzedaży koncernu w Ameryce Północnej. 
Co dalej z paliwożernymi V8?
Przyszłość pokazuje pewną sprzeczność: z jednej strony Stellantis oficjalnie deklaruje strategię elektryfikacji i rozwój hybryd, z drugiej – nie porzuca swoich legendarnych silników, wiedząc, że to one wciąż przyciągają klientów. W obliczu nowych regulacji amerykańskich, koncern może sobie pozwolić na kontynuację tej gry na dwa fronty. Jednak trudno nie zauważyć, że o ile przepisy Trumpa dały Stellantisowi wytchnienie, o tyle globalny trend jest jednoznaczny – presja na obniżanie emisji i rozwój aut zeroemisyjnych będzie tylko rosła. A rachunek za nostalgiczne przywiązanie do V8, choć chwilowo zamrożony, w dłuższej perspektywie może wrócić ze zdwojoną siłą. 
Podsumowanie
Historia Stellantisa pokazuje, jak mocno decyzje produktowe potrafią wpływać na bilans finansowy. Firma świadomie zaakceptowała kary jako koszt „utrzymania duszy” marek Dodge i Ram. Jednocześnie zmiany polityczne w USA okazały się dla niej szczęśliwym zbiegiem okoliczności, który pozwolił kontynuować sprzedaż tego, co klienci kochają najbardziej: potężnych, paliwożernych Hemi V8.
O autorze
Jan Pacuła
Najnowsze

F1 wraca po pięciu tygodniach. W Miami od razu sprint, Antonelli jako lider i widmo burzy

Omoda & Jaecoo rosną w zawrotnym tempie. Wystarczyły tylko 3 lata

SEAT Leon z rabatem do 15 000 zł i dostępny od ręki

Ferrari poprawia Purosangue. Pod maską nadal 725 KM, ale ma być więcej emocji






