⏱️ 4 min.

„Hejterzy” wylewają wiadra pomyj na Ferrari Testarossę 849

Zdjęcie autora artykułu

Krzysztof Drobnicki

12-09-2025 16:09
Ferrari i fala hejtu

Ferrari odświeżyło legendę i… od razu wywołało burzę. Nowe Ferrari 849 Testarossa zadebiutowało zaledwie dwa dni temu, a już zebrało falę nienawiści. W komentarzach internetowych dominują głosy krytyki, a pozytywne opinie to rzadkość. Dlaczego odrodzenie kultowego modelu spotkało się z tak negatywnym odbiorem?

Gdy powraca legenda, emocje sięgają zenitu

Ferrari dobrze wiedziało, że przywracając do życia nazwę Testarossa, ryzykuje. Każde odświeżenie kultowego modelu automatycznie wywołuje opór – bo fani „oryginału” często z góry deklarują niechęć wobec nowych wcieleń. W tym przypadku proporcje są jednak wyjątkowo przytłaczające. Śledząc media społecznościowe i opinie na portalach motoryzacyjnych na przestrzeni ostatniej dekady, ciężko – nawet sięgając pamięcią w najgłębsze zakamarki – znaleźć drugi przypadek tak przytłaczającej i jednogłośnej fali krytyki. Po prostu 849 Testarossa zbiera niemal same głosy krytyki! 

Podobne fale kontrowersji wywoływały wcześniej Ford Mustang Mach-E czy nowy Chevrolet Blazer, ale Ferrari jako marka i symbol budzi jeszcze większe emocje. W końcu dla większości ludzi samochód z Maranello to marzenie, a nie codzienność – dlatego ocenianie go po wyglądzie nabiera jeszcze większej wagi.

Co fani wypominają nowej Testarossie?

Najczęstszy zarzut: 849 Testarossa nie wygląda jak szeroka ikona z lat 80. z nisko poprowadzoną linią dachu. Brakuje charakterystycznych poziomych żeberek na drzwiach, które były wizytówką oryginału. Zamiast nich pojawił się pionowy, czarny wlot powietrza, który – łagodnie ujmując – nie każdemu przypadł do gustu.  Przód auta wyróżnia czarny pas, obecny w innych współczesnych modelach Ferrari. Ma on retrofuturystyczny charakter i można go odczytać jako subtelne nawiązanie do pop-upów, które marka tak uwielbiała dekady temu. Tył z kolei nie ma już szerokiej kratki ani masywnych pałąków, ale nadal jest dramatyczny – szeroki, muskularny, z dużą osłoną silnika i lotkami na krańcach tylnego zderzaka. To z kolei inspiracja prototypami 512 z przełomu lat 60. i 70.

Nowoczesna interpretacja czy zdrada tradycji?

Zamiast kopiować styl lat 80., projektanci Ferrari postawili na współczesną interpretację oryginalnej Testarossy. Auto swoim wyglądem przypomina model F80, ale ma też własny charakter. Krytycy jednak nie chcą słyszeć o nowoczesnych adaptacjach – ich zdaniem nazwa Testarossa powinna być w pełni wierna klasyce.

Nazwa budzi więcej emocji niż sam projekt

Wielu internautów zastanawiało się, czy problemem faktycznie jest wygląd auta, czy raczej fakt, że Ferrari przywróciło legendarną nazwę. Gdyby model ochrzczono inaczej, odbiór mógłby być znacznie łagodniejszy. Niektórzy sugerują, że nazwa GTO mogłaby być lepszym wyborem, tym bardziej zważywszy na pewne podobieństwa do 288 GTO i fakt połączenia silnika V8 z podwójnym turbodoładowaniem.

Oryginalna Testarossa z lat 80. miała silnik V12 i rozpoznawalny design. Współczesne wcielenie – choć imponujące technicznie – nie spełnia oczekiwań purystów. Dla nich odrodzenie ikony bez charakterystycznych elementów jest jak obietnica bez pokrycia.

Testarossa

Nieudana reanimacja czy krok w przyszłość?

Historia zna przykłady odrodzeń, które spotkały się z cieplejszym przyjęciem. Lamborghini Countach w 2021 roku zostało przyjęte bez takiej fali hejtu, choć było projektem mniej kontrowersyjnym wizualnie. Ferrari poszło inną drogą – zamiast wiernej repliki, postawiło na mocną reinterpretację. Ostatecznie 849 Testarossa to dowód, że odświeżanie legendy zawsze wiąże się z ryzykiem. Projektanci z Maranello postawili na odważny język stylistyczny, a internet – jak to internet – od razu wydał swój wyrok. Czy z czasem opinia złagodnieje, czy też auto zostanie zapamiętane jako wpadka? To pytanie, na które odpowiedź poznamy dopiero, gdy Testarossa pojawi się na drogach.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Krzysztof Drobnicki

Redaktor działu Porady
Zawodowo inżynier, po godzinach łowca zakrętów. Uważam, że zapach spalonego paliwa to najlepsze perfumy.

© 2026 MotoGuru.pl