Ferrari i Red Bull z dużymi poprawkami w Baku. Czy powstrzymają hegemonię McLarena?

Grand Prix Azerbejdżanu na ulicach Baku to idealny test dla Ferrari i Red Bulla, które desperacko próbują zatrzymać rozpędzonego McLarena. Oba zespoły przywiozły do stolicy Azerbejdżanu pakiet usprawnień, dopasowany do specyfiki najdłuższej prostej w kalendarzu i brutalnych stref hamowania. Jednak pytanie, które wisiało w powietrzu, brzmiało: czy to wystarczy, aby powstrzymać papajowy szturm na tytuł konstruktorów?
Ferrari stawia na chłodzenie i szybkość na prostej
Ferrari przygotowało zestaw widocznych modyfikacji w SF-25. Najważniejszą z nich było powiększenie wylotu chłodzenia przednich hamulców – rozwiązanie krytyczne na torze, gdzie tarcze nagrzewają się do granic wytrzymałości, a przegrzanie potrafi zrujnować tempo wyścigowe i zarządzanie oponami. Zespół z Maranello skupił się także na aerodynamice. Przeprojektowane mocowania lusterek pozwoliły lepiej ukierunkować strugę powietrza wokół tzw. sidepodów w stronę tylnego skrzydła, co mogło zmniejszyć opór na długiej prostej liczącej 2 km. Dodatkowo Ferrari zdecydowało się na opcję tylnego skrzydła o niższym docisku. To ryzykowny kompromis: większa prędkość maksymalna kosztem przyczepności w zakrętach, szczególnie w wymagającym drugim sektorze, gdzie McLaren prezentuje wyjątkową skuteczność.
Red Bull: chirurgiczna precyzja
Red Bull, choć mniej spektakularny wizualnie, postawił na precyzyjne poprawki w RB21. Kluczowym punktem była zmiana geometrii podłogi – przebudowano tunele, by zachować stabilny docisk generowany efektem przyziemnym w wolnych zakrętach, jednocześnie tnąc opór na prostych. W opinii zespołu Red Bull, zmiana profilowania wewnętrznej części tylnego skrzydła ma zapewnić lepszą stabilność na wyjściach z zakrętów przy minimalizacji oporu powietrza.
Kolejna nowość to redukcja kąta nachylenia górnej lotki przedniego skrzydła. Dzięki temu auto generuje mniej oporu, a mocny docisk z podłogi pozwala ograniczyć straty w przyczepności przodu. To klasyczna strategia Red Bulla: maksymalna efektywność zamiast widowiskowych, ale ryzykownych rozwiązań.
McLaren i presja mistrzowskiej szansy
Cała uwaga i tak koncentrowała się na McLarenie. Ekipa z Woking miała komfort punktowej przewagi, a w Baku istniała matematyczna możliwość przypieczętowania tytułu konstruktorów. Ich bolid pokazał w tym sezonie wszechstronność – sprawdzał się zarówno na torach o dużym docisku, jak i tam, gdzie liczy się prędkość maksymalna. McLaren nie tylko ma odpowiednią szybkość na prostej dojazdowej do zakrętu numer 1, ale też stabilność w technicznym środkowym sektorze. To właśnie ta uniwersalność może zaważyć na tym, czy Ferrari i Red Bull zdołają jeszcze cokolwiek wskórać, czy też McLaren zakończy zabawę w walce o mistrzostwo na długo przed finałem sezonu.
Hamilton błyszczy w treningach
Na dodatkową dramaturgię wydarzeń wpłynęły piątkowe treningi. Jak podała agencja AFP, sesja była pełna kolizji i przerw, a mimo to to Lewis Hamilton znalazł się na szczycie tabeli wyników. Utytułowany Brytyjczyk zakończył drugą sesję z czasem 1:41.293, wyprzedzając Charlesa Leclerca o zaledwie 0,074 sekundy. Za nimi znalazł się George Russell, a duet McLarena – Piastri i Norris – zaliczył popołudnie pełne przygód, łącznie z uszkodzeniami zawieszenia. Hamilton tym występem przypomniał, że doświadczenie i forma wciąż mogą robić różnicę, zwłaszcza na ulicznym torze, który nie wybacza błędów.
Kto wyjdzie zwycięsko?
Ferrari i Red Bull zaprezentowały logiczne i celowane pakiety poprawek, lecz ich skuteczność zależy od detali: chłodzenia, docisku, oporu powietrza. McLaren ma komfort i przewagę, przez co nie musi się aż tak mocno obawiać drobnych ulepszeń w bolidach głównych rywali. Jeśli papajowe bolidy utrzymają tempo, to w Baku mogą nie tylko wygrać, ale i zapewnić sobie mistrzostwo konstruktorów. I to na długo przed końcem sezonu 2025.
O autorze
Paweł Trafny
Najnowsze

Verstappen bezradny w Chinach. Red Bull ma auto, z którym nie da się walczyć

Ford odświeża Capri i Explorera. Zasięg rośnie do 444 km, a to dopiero początek zmian

16-latek miał ukraść Lamborghini Urus i jeździć nim po mieście przez 16 godzin. Skończył na… ogrodzeniu

Francja walczy z aferą rejestracyjną. Ponad 1 mln aut mogło dostać lewe papiery



