⏱️ 3 min.

Lewis Hamilton sprzedał auta warte 50 mln zł. Zostawił sobie tylko marzenie o Ferrari F40

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

19-09-2025 08:09
Lewis Hamilton

Lewis Hamilton, siedmiokrotny mistrz świata Formuły 1 i rekordzista pod względem zwycięstw oraz pole position, przez lata uchodził za kolekcjonera z najwyższej półki. W jego garażu stały prawdziwe legendy – od McLarena F1, przez LaFerrari, po unikatowego Pagani Zondę 760 LH. Dziś ten garaż świeci pustkami. Brytyjczyk rozstał się z całą swoją kolekcją wartą 13 milionów dolarów, czyli około 50 mln zł, a jedynym autem, które wciąż rozpala jego wyobraźnię, pozostaje Ferrari F40.

Superkolekcja Hamiltona: ikony motoryzacji

Przez lata Hamilton zgromadził 15 samochodów, które dla wielu fanów stanowią katalog marzeń. Wśród nich znalazł się m.in. Mercedes-AMG One, klasyczny AC Cobra, wspomniany McLaren F1, LaFerrari czy unikalne Pagani Zonda 760 LH, zamówione specjalnie dla Brytyjczyka i wyposażone w ręczną skrzynię biegów. To właśnie ten ostatni model uchodził za jego najbardziej osobistą maszynę. Hamilton jednak nie miał z nim szczęśliwej historii. Sam określił Zondę mianem „okropnego samochodu do prowadzenia”. Auto zostało rozbite w 2015 roku, gdy kierowca uderzył w zaparkowane auto w Monte Carlo. W 2021 roku pozbył się problematycznej maszyny, a nowy właściciel rozbił ją ponownie w 2023 roku w Walii.

Zmiana priorytetów: od superaut do sztuki

Po latach życia w rytmie wyścigów i motoryzacyjnych luksusów Hamilton całkowicie odmienił swoje podejście. W rozmowie z mediami wyznał:

Nie mam już żadnych samochodów. Pozbyłem się wszystkich. Teraz interesuję się sztuką.

Dla fana prędkości i maszyn o mocy kilkuset koni mechanicznych to zaskakująca deklaracja, ale dla samego Hamiltona była to naturalna decyzja. Jego garaż został opróżniony – pozostała jedynie fascynacja jednym wyjątkowym modelem.

Ferrari F40 – marzenie mistrza

Hamilton otwarcie przyznał, że jedynym autem, które chciałby posiadać, jest Ferrari F40. W jego słowach:

Gdybym miał kupić auto, byłoby to F40. To piękny kawałek sztuki.

F40 powstało w 1987 roku, by uczcić 40-lecie Ferrari, a jego sylwetkę narysowało studio Pininfarina. To także ostatni model zatwierdzony osobiście przez Enzo Ferrari przed jego śmiercią w 1988 roku. Auto było odpowiedzią marki z Maranello na Porsche 959. Potrafi przyspieszyć od 0 do 100 km/h w 4,7 sekundy oraz osiągnąć prędkość maksymalną 320 km/h. Wyprodukowano jedynie 1315 egzemplarzy, a cena oscyluje wokół 2 mln funtów (ok. 9,8 mln zł). Właśnie ten model towarzyszył Hamiltonowi podczas prezentacji jako nowego kierowcy Ferrari w 2025 roku. Sesję zdjęciową zorganizowano przed domem Enzo Ferrari w Maranello, co nadało całemu wydarzeniu symboliczny wymiar.

Trudny początek w barwach Ferrari

Choć sesja z F40 była efektowna, początek sezonu 2025 w czerwonym kombinezonie Ferrari okazał się dla Hamiltona wyjątkowo wymagający. Brytyjczyk wciąż czeka na pierwszy podium, a jego jedynym sukcesem pozostaje zwycięstwo w sprincie w Szanghaju. Charles Leclerc regularnie okazywał się szybszy, a Hamilton kilkakrotnie nie zakwalifikował się nawet do pierwszej dziesiątki. Po nieudanej czasówce na Węgrzech, zakończonej 13. miejscem, kierowca sam siebie określił jako „bezużytecznego”. Na Monzy sytuacja zaczęła się jednak poprawiać – Hamilton przebił się z 10. pola na starcie na szóste miejsce, co dało pierwsze oznaki lepszego zrozumienia bolidu Ferrari.

Przestrogi przed Baku

Przed Grand Prix Azerbejdżanu Hamilton nie miał jednak złudzeń. Brytyjczyk przypomniał, że w Baku tylko raz wygrał – w 2018 roku. W 2021 roku stracił niemal pewne zwycięstwo po błędzie w pierwszym zakręcie, który wykorzystał Sergio Pérez. Jak przyznał Hamilton:

Nie sądzę, aby był tor, na którym moglibyśmy pokonać McLareny czy Red Bulle. Oni byli szybsi w Monako, szybsi na każdym torze, więc nie spodziewam się nagłej zmiany. Jeśli jednak uda nam się maksymalnie wykorzystać potencjał auta, czyli obniżyć je jak najbardziej, możemy być trochę bliżej.

Choć Hamilton zrezygnował z posiadania luksusowych aut, jego ambicja za kierownicą wciąż pozostaje nienaruszona. A Ferrari F40 – symboliczny most między sztuką i motoryzacją – to jego niespełnione pragnienie.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Patrycja Miętus

Z wykształcenia humanistka, z zamiłowania petrolhead. W swoich tekstach próbuje połączyć twarde dane z nutą ironii i kobiecą perspektywą.

© 2026 MotoGuru.pl