Yuki Tsunoda chce wrócić do F1 na sezon 2027. „Zadzwońcie do mnie”

Pawel Trafny

Paweł Trafny

Yuki Tsunoda wykorzystał niespodziewany powrót do bolidu Formuły 1, by przypomnieć o sobie przed układaniem składów na sezon 2027. Japończyk zajął 11. miejsce w Grand Prix Holandii, walczył o punkty niemal do końca i po wyścigu wprost zwrócił się do ekip, które nie podjęły jeszcze decyzji w sprawie kierowców.

Tsunoda dostał szansę praktycznie z dnia na dzień

Jeszcze kilka dni przed Grand Prix Holandii Tsunoda nie spodziewał się, że wystartuje na Zandvoort. Gdy pojawiła się konieczność zmian w składach Red Bulla i Racing Bulls po kontuzji nadgarstka Isacka Hadjara, Japończyk został skierowany do zespołu Racing Bulls. Informację o możliwości startu otrzymał we wtorek, gdy przebywał na wakacjach w Grecji.

Dla Tsunody oznaczało to powrót do rywalizacji po wielu miesiącach poza podstawowym składem. Od kończącego sezon 2025 wyścigu w Abu Zabi prowadził samochód na torze zaledwie cztery razy. W 2026 roku pełni funkcję kierowcy rezerwowego Red Bulla i większość pracy wykonywał w symulatorze.

Przygotowanie nie było jednak całkowicie oderwane od aktualnej Formuły 1. Tsunoda regularnie pracował w symulatorze z tegorocznym Red Bullem RB22, dzięki czemu znał między innymi sposób obsługi nowego układu napędowego. Problem polegał na tym, że w Holandii miał poprowadzić inny samochód – Racing Bulls VCARB 03. W symulatorze tego modelu zasiadł dopiero w środę przed weekendem wyścigowym.

Z każdą sesją zbliżał się do regularnego kierowcy

Pierwszy dzień pokazał, jak wiele Tsunoda musiał nadrabiać. Po jedynym treningu od razu przyszła pora na kwalifikacje do sprintu. Japończyk zajął 13. miejsce w SQ1, a następnie zakończył SQ2 na 12. pozycji.

W sprincie finiszował na 13. miejscu. Sam wynik nie był szczególnie efektowny, ale 24 okrążenia pozwoliły mu lepiej poznać samochód, procedury i sposób zarządzania energią. W kwalifikacjach do niedzielnego wyścigu poprawa była już widoczna – Tsunoda był ósmy w Q1, a ostatecznie ponownie zakwalifikował się na 12. pozycji.

Różnica względem Arvida Lindblada również wyraźnie malała. W kwalifikacjach do sprintu wynosiła 0,360 s, natomiast w sobotniej czasówce zmniejszyła się do 0,102 s. Po wielu miesiącach bez regularnych startów był to dla Tsunody ważny punkt odniesienia.

W Grand Prix Holandii punkt był bardzo blisko

Najważniejszym sprawdzianem był jednak pełny wyścig. Tsunoda przez dużą część Grand Prix znajdował się w grupie walczącej o miejsca punktowane i rywalizował między innymi ze swoim byłym zespołowym partnerem Pierrem Gaslym. Ostatecznie kierowca Alpine wywalczył 10. miejsce i ostatni punkt, a Tsunoda minął linię mety na 11. pozycji.

Japończyk przyznał po wyścigu, że skala różnic względem samochodów, którymi ścigał się wcześniej, była duża. Musiał przyzwyczaić się do innych procedur, ustawień dostępnych z poziomu kierownicy, sposobu zarządzania energią oraz charakterystyki zużycia opon. Pomoc zespołu pozwoliła mu jednak stopniowo zwiększać tempo.

Jeszcze kilka okrążeń przed metą Tsunoda pozostawał w walce z kierowcami znajdującymi się w czołowej ósemce i dziewiątce. Brak punktu był więc rozczarowaniem, ale w kontekście krótkiego przygotowania weekend spełnił znacznie ważniejszą funkcję – pozwolił Japończykowi ponownie pokazać swoje możliwości w aktualnym samochodzie F1.

To może być najważniejszy weekend Tsunody w tym sezonie

Po sezonie 2025 sytuacja Tsunody w Formule 1 wyraźnie się skomplikowała. Stracił miejsce w podstawowym składzie Red Bull Racing i w 2026 roku został kierowcą rezerwowym. Jednocześnie liczba wolnych miejsc na kolejny sezon jest ograniczona, a wewnątrz programu Red Bulla nie brakuje młodszych kandydatów.

Zandvoort dało mu jednak coś, czego nie zapewnią miesiące pracy w symulatorze: możliwość bezpośredniego porównania z regularnymi kierowcami. Tsunoda podkreślał, że właśnie dlatego jednorazowy start miał tak duże znaczenie dla jego dalszej kariery. Rozmowy z zespołami mogą pomóc, ale dopiero występ na torze daje możliwość udowodnienia aktualnej formy.

Japończyk nie ukrywa, że jego pierwszym wyborem pozostaje Formuła 1. Jednocześnie nie chce spędzić kolejnego sezonu wyłącznie w roli rezerwowego. Jeżeli na 2027 rok nie znajdzie się dla niego miejsce w stawce, jednym z rozważanych kierunków jest IndyCar, gdzie dodatkowym atutem mogą być jego wieloletnie związki z Hondą.

Tsunoda do zespołów F1: „Zadzwońcie do mnie”

Po Grand Prix Holandii kierowca uznał, że wykorzystał otrzymaną okazję najlepiej, jak mógł. W ciągu jednego weekendu przeszedł od niemal zerowej znajomości VCARB 03 do walki o punkt w wyścigu i ukończył zawody przed Lindbladem.

Pytany o to, czy występ na Zandvoort zwiększył jego szanse na powrót do podstawowego składu w 2027 roku, przez dłuższą chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią. Ostatecznie zakończył rozmowę żartobliwym, ale bardzo czytelnym apelem do zespołów:

Zadzwońcie do mnie, proszę!

Teraz wiele zależy od rynku kierowców i decyzji ekip, które nie zamknęły jeszcze składów. Jeden wyścig nie rozwiązuje problemu braku miejsca w stawce, ale Tsunoda przynajmniej ponownie znalazł się w rozmowie o przyszłości w F1. Po miesiącach spędzonych poza wyścigowym kokpitem właśnie tego potrzebował najbardziej.

O autorze

Pawel Trafny

Paweł Trafny

Redaktor działu Motorsport
Dziennikarz motoryzacyjny i pasjonat mechaniki samochodowej. W swoich publikacjach koncentruje się na motorsporcie, technice oraz kulisach funkcjonowania branży motoryzacyjnej. Analizuje wypowiedzi szefów zespołów, przedstawicieli producentów, mechaników i kierowców zawodowych, zestawiając je z dostępnymi danymi oraz źródłami pierwotnymi.Po godzinach samodzielnie rozwija umiejętności związane z obsługą i naprawą samochodów. Praktyczne zainteresowanie mechaniką pomaga mu lepiej rozumieć opisywane konstrukcje i wyjaśniać zagadnienia techniczne w sposób przystępny dla czytelnika.

© 2026 MotoGuru.pl