Jaguar Land Rover znalazło się w centrum kryzysu po tym, jak cyberatak sparaliżował kluczowe zakłady produkcyjne w Wielkiej Brytanii. Od 1 września 2025 roku w Halewood nie powstał ani jeden nowy samochód, a pracownicy otrzymali polecenie, by nie wracać do pracy do 9 września. Problemy dotknęły również fabrykę w Solihull i sieć dealerską, uniemożliwiając zamawianie części i rejestrację nowych aut.
Produkcja wstrzymana do odwołania
Pracownicy zakładu Halewood, odpowiedzialnego m.in. za modele Land Rovera, otrzymali oficjalne powiadomienie 4 września. Jak poinformowało kierownictwo w komunikacie, dni 5 i 8 września potraktowano jako przestój. Powrót do pracy wyznaczono na wtorek, 9 września, o ile sytuacja nie ulegnie dalszemu pogorszeniu. Jak przekazał „Autocar”, także zakład w Solihull – miejsce produkcji Range Rovera i Range Rovera Sport – odczuł skutki ataku. Jaguar Land Rover odmówiło oficjalnego komentarza, ograniczając się do informacji, że rozpoczęło wygaszanie systemów w celu ich odbudowy.
Problemy dealerów i klientów
Zakłócenia nie ograniczyły się wyłącznie do hal produkcyjnych. Dealerzy zgłaszali brak możliwości zamawiania części i przypisywania ich kodów do pojazdów. W wielu przypadkach nie mogli także przeprowadzać standardowych procedur wydania samochodu klientowi. Co istotne, rejestracja nowych pojazdów musiała odbywać się manualnie – poprzez telefoniczne zgłoszenia do DVLA. To szczególnie kłopotliwe, bo 1 września tradycyjnie przypada tzw. „new plate day”, czyli jeden z najbardziej intensywnych dni w roku pod względem rejestracji aut w Wielkiej Brytanii. Mimo chaosu marce udało się w tym tygodniu zarejestrować niemal 6000 samochodów, co świadczy o ogromnej presji i determinacji w kryzysowej sytuacji.
Grupy hakerskie przypisały sobie odpowiedzialność za atak
3 września grupa znana jako Scattered Spider ogłosiła w mediach społecznościowych, że to ona stoi za atakiem. To ten sam zespół, który w maju zaatakował Marks & Spencer, powodując siedmiotygodniowe zakłócenia i straty szacowane na 300 milionów funtów (około 1,47 miliarda złotych). Według doniesień „The Telegraph”, wraz z grupą Shiny Hunters hakerzy zdobyli dane klientów po wykorzystaniu luki w oprogramowaniu SAP Netweaver, stosowanym przez JLR. Amerykańska agencja CISA ostrzegała o tej podatności już wcześniej i została wydana poprawka – nie wiadomo jednak, czy producent zdążył ją wdrożyć. Jak podał Jaguar Land Rover w komunikacie z 3 września, nie ma dowodów na to, by jakiekolwiek dane klientów zostały skradzione.
Skutki i niepewna przyszłość
Na ten moment nie wiadomo, jak długo potrwa pełne przywrócenie systemów i czy hakerzy zażądali okupu. Sam fakt, że wewnętrzne systemy zostały sparaliżowane, a dealerzy musieli powrócić do telefonicznej rejestracji, pokazuje skalę problemu. Według doniesień, grupy odpowiedzialne za włamanie składają się głównie z nastolatków z krajów anglojęzycznych. Jeśli te informacje się potwierdzą, byłby to kolejny dowód na to, jak stosunkowo niewielkie organizacje mogą zablokować funkcjonowanie globalnych gigantów. Publiczna strona internetowa JLR, wraz z konfiguratorami samochodów, pozostała aktywna, co można uznać za próbę ratowania wizerunku wobec klientów. Jednak faktyczny paraliż zaplecza produkcyjnego i dealerskiego jest trudny do ukrycia, co sprawia, że ewentualne wizerunkowe zagrywki są jedynie fasadą.
Aktualizacja: Co przyniosły kolejne dni?
Paraliż produkcji to jedno. Drugim tematem, który z pewnością nie pomógł sytuacji, w jakiej znalazł się JLR, jest… kradzież danych klientów. Brytyjski producent poświadczył, że poinformuje wszystkie osoby, które padły ofiarą nieuprawnionego pozyskania ich danych.






