371 kampanii naprawczych w Europie. Mercedes i Stellantis na czele

Jeśli masz wrażenie, że producenci coraz częściej wołają auta do serwisu, to nie jest tylko wrażenie. W 2025 odnotowano w UE 317 kampanii powrotu do warsztatu, czyli niemal jedną dziennie, i to o 17 więcej niż rok wcześniej. Tyle że sama liczba bywa myląca, bo część poprawek robi się po cichu, a część potrafi unieruchomić auto z dnia na dzień.
W 2025 akcje serwisowe przewijały się przez cały rok, nie tylko przez niekończącą się historię poduszek powietrznych Takaty. Rejestr unijny (Rapex) pokazuje tempo, ale nie mówi wszystkiego: nie da się z niego łatwo wyczytać, czy dana kampania dotyczy kilkunastu aut, czy kilku milionów. To trochę jak porównywać korki w mieście po liczbie komunikatów w radiu, bez informacji, czy korek ma 300 metrów, czy 5 kilometrów.
Poprawki wprowadzane po cichu
Część marek nie uruchomiła w 2025 żadnej oficjalnej akcji serwisowej. W tej grupie pojawiają się m.in. MG, Abarth i Cupra. To jednak nie oznacza, że nic nie poprawiano, bo producenci potrafią robić korekty w trybie mniej widocznym dla klientów i mediów. Dobrym przykładem jest Renault: przy problemach ze skrzyniami biegów w hybrydach zamiast klasycznych wezwań do serwisów, uruchomiono „specjalną operację techniczną”, niezgłaszaną jako oficjalny tzw. rappel.
Skala miała dotyczyć ponad 150 000 aut hybrydowych. Formalnie producent ma obowiązek zgłaszać akcję wtedy, gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo albo środowisko, więc reszta bywa „załatwiana” przy okazji przeglądów i może łatwo przejść niezauważona.
Top 15 marek: kto najczęściej wzywał auta w 2025
W czołówce pojawiają się marki z szeroką gamą modeli i duże koncerny, ale są też wyniki, które mogą zaskoczyć. Oto zestawienie liczby kampanii w 2025 z porównaniem do 2024:
- Mercedes: 26 (2024: 25)
- Peugeot: 25 (2024: 13)
- Kia: 24 (2024: 10)
- Opel: 23 (2024: 15)
- Citroën: 19 (2024: 18)
- Volkswagen: 19 (2024: 15)
- BMW: 17 (2024: 23)
- Ford: 17 (2024: 16)
- Audi: 16 (2024: 10)
- Hyundai: 14 (2024: 12)
- Toyota: 14 (2024: 14)
- DS Automobiles: 12 (2024: 8)
- Renault: 10 (2024: 15)
- Mini: 8 (2024: 5)
- Porsche: 7 (2024: 5)
Takata wraca na pierwszy plan: tryb „Stop Drive”
Rok 2025 mocno naznaczył powrót tematu poduszek powietrznych Takata. W efekcie Citroën, Toyota, Mercedes oraz grupa Volkswagen miały unieruchamiać setki tysięcy aut, stosując rzadko wcześniej spotykaną w Europie formułę „Stop Drive”, czyli de facto nakaz natychmiastowego odstawienia samochodu do czasu naprawy.
Ten typ akcji jest w Europie wciąż świeży i wyjątkowo dotkliwy dla kierowcy. Wprowadzono też dodatkowe środki, mające przyspieszać wymiany wadliwych elementów, a w niektórych przypadkach temat potrafi zahaczać nawet o procedury okresowego badania technicznego we Francji (włącznie z dodatkową kontrolą). Jednocześnie cel „zamknięcia” tej afery w 2026 brzmi ambitnie, bo skala i logistyka wymian potrafią brutalnie zweryfikować najlepsze zapowiedzi.
Stellantis: duże akcje, duże liczby i mało miejsca na zamiatanie pod dywan
W 2025 sporo mówiło się o kampaniach w grupie Stellantis. Jedna z głośniejszych dotyczyła około 900 000 aut marek Citroën, DS, Opel i Peugeot z silnikiem 1.5 BlueHDi. Co istotne, chodziło bardziej o kwestię trwałości niż o typowe „bezpieczeństwo albo środowisko”, więc teoretycznie dałoby się to przeprowadzić ciszej. Wybrano jednak bardziej przejrzystą ścieżkę, bo niezadowolenie użytkowników zaczynało narastać.
Były też inne duże tematy: ponad 200 000 aut we Francji z trzycylindrowym silnikiem benzynowym (następcą 1.2 PureTech) wracało do serwisu ze względu na ryzyko pożaru, a na świecie ponad 240 000 egzemplarzy wcześniejszej generacji Peugeota 308 objęto kampanią przez wadę pasa bezpieczeństwa.
Top 10 grup: kto ma najwięcej kampanii (z dostawczakami i bez)
Na poziomie koncernów różnice robią się jeszcze większe, zwłaszcza gdy do statystyk wchodzą dostawcze modele i ich cywilne odmiany. Oto liczby kampanii w 2025, podane w dwóch ujęciach: z akcjami dotyczącymi wyłącznie aut dostawczych i po ich wykluczeniu:
- Stellantis: 95 / 76
- Volkswagen: 47 / 38
- Hyundai-Kia: 38 / 21
- BMW-Mini-Alpina: 27 / 35
- Mercedes: 26 / 21
- Ford: 17 / 10
- Renault-Dacia-Alpine: 15 / 10
- Toyota-Lexus: 15 / 6
- Geely (Volvo, Polestar…): 8 / 8
- Jaguar-Land Rover: 8 / 8
W tle jest ważny szczegół: wiele kampanii dotyczy tylko aut dostawczych i ich pochodnych, a tu akurat niektóre koncerny mają wyjątkowo rozbudowaną ofertę. Do tego te same konstrukcje potrafią występować pod różnymi znaczkami, jak np. Toyota Proace wynikająca ze współpracy ze Stellantis.
Na koniec warto mieć świadomość szerszego kontekstu sytuacji. Po pierwsze, wysoka liczba kampanii nie zawsze oznacza, że marka robi „gorsze” auta, bo czasem świadczy o szybkiej reakcji i zamiataniu problemu zanim urośnie. Po drugie, dla właściciela to i tak średnia pociecha, bo niezależnie od statystyk, to właśnie on finalnie jedzie do serwisu i liczys że tym razem temat zamknie się na jednej wizycie.
O autorze
Patrycja Miętus
Najnowsze

Russell rozbił bank w Melbourne. Mercedes z pierwszego rzędu, Verstappen odpadł po kraksie

SAIC Z7 wygląda jak Porsche Taycan, ale kosztuje ułamek jego ceny

Leclerc widzi siłę Mercedesa. Ferrari ma nad czym pracować w Melbourne

Alonso rozczarowany, Aston Martin bez zapasów. Honda wpędziła zespół w kryzys już przed startem sezonu



