Black Series jednak wróci. AMG szykuje coś „naprawdę wyjątkowego”

Black Series to dla Mercedes-AMG coś więcej niż dopisek na klapie. To znak, że auto ma być bezczelnie radykalne, a nie tylko mocne na papierze. Po miesiącach plotek i nerwowych spekulacji wraca najważniejsza informacja: plany na kolejne Black Series są nadal na stole. I wszystko wskazuje na to, że następna odsłona może znów kręcić się wokół rodziny GT.
W historii AMG są epoki, które fani recytują jak modlitwę: „Czerwona świnia” AMG 300 SEL 6.8 z torowym rodowodem, późniejsze lata z kompresorem i oznaczeniem 55 AMG, a potem legendarne 6,2-litrowe V8 „63 AMG”. To właśnie ten motor ustawił AMG w świadomości rynku. Dziś tę rolę pełni 4-litrowy V8 z podwójnym doładowaniem. I choć moda na „ciszej, grzeczniej, bardziej ekologicznie” robi swoje, Black Series zawsze było o tym, żeby w pewnym momencie powiedzieć: nie, jednak robimy to po swojemu.
Skąd się wzięło Black Series i co to właściwie znaczy
Pierwsze Black Series pojawiło się w 2006 roku jako SLK 55 AMG Black Series. Do najmniejszego sportowego modelu wpakowano wolnossącą wersję 5,5-litrowego V8, podkręconą do niemal 400 KM. Na tym nie koniec, bo zmiany dotyczyły też podwozia i konstrukcji: ręcznie regulowane zawieszenie, większe hamulce i wzmocniona karoseria.
Elektrycznie składany twardy dach zastąpiono stałym dachem z włókna węglowego, co wtedy nie było oczywistością. Powstało tylko 120 sztuk. Rok później zadebiutował CLK 63 AMG Black Series (2007). Dostał silnik M156 V8 o pojemności 6,2 litra i mocy równych 500 KM. Black Series oznaczało tu też cechę, która potem wracała jak refren: bardzo wyraźnie poszerzone nadwozie, szczególnie w rejonie przednich i tylnych błotników. Wyprodukowano 700 egzemplarzy.
„Święty Graal” i moment, gdy AMG poszło na całość
W 2008 roku pojawił się SL 65 AMG Black Series. Znów: koniec ze składanym dachem, w zamian lekki stały dach z kompozytu węglowego. Prawdziwe emocje robił jednak napęd: 6-litrowe V12 z podwójnym doładowaniem i mocą 661 KM. Rozwój auta zlecono firmie HWA. Drzwi i lusterka były takie jak w „zwykłym” SL, ale poza tym wszystko zrobiono inaczej. Powstało 350 sztuk. W 2011 roku dołączył bardziej „cywilny” C 63 AMG Coupé Black Series.

Wykorzystał ponownie M156, tym razem o mocy 510 KM. Auto łatwo poznać po mocno poszerzonym rozstawie kół i wyraźnie zmienionym wnętrzu. Plan zakładał 600 egzemplarzy, ale finalnie zrobiono o 200 więcej, bo chętnych było zbyt wielu. Zainteresowanie nie zgasło: ceny używanych aut szybko rosną. Po drodze jest jeszcze SLS AMG Black Series z charakterystycznymi drzwiami unoszonymi do góry. Dziś takie auta potrafią kosztować 3–4 razy więcej niż ich cena wyjściowa. To nie „magia”, tylko efekt popytu na rzadkie wersje, których nikt już drugi raz nie zrobi w tej samej formie.
Ostatni jak dotąd: AMG GT Black Series i torowy zwrot akcji
Najświeższym rozdziałem pozostaje Mercedes-AMG GT Black Series, pokazany w 2020 roku. Dzięki dużym zmianom w jednostce M178 LS2 z płaskim wałem korbowym stał się, wg producenta, najmocniejszym autem z Affalterbach bez potrzeby elektryfikacji. W praktyce takie „naj” zawsze zależy od tego, co dokładnie porównujesz i z jakiego roku jest cennik. Ważniejsze jest to, że ten Black Series odszedł od pierwotnego etosu „mocne i muskularne na ulicy” i został ustawiony głównie pod tor. Potwierdza to czas 6:48.047 na Nürburgringu, który przebił ówczesny rekord dla aut seryjnych na tej trasie.
Mythos, CLE i strach, że legenda zniknie
W ostatnich miesiącach w sieci krążyły zdjęcia modelu CLE ze spojlerem na pokrywie bagażnika, bardzo podobnym do tych z „złotej epoki” Black Series. Do tego doszły spekulacje o powrocie V8 pod maskę aut opartych o platformę klasy C. W takiej układance pomysł na Black Series w formie V8 i szeroko rozbudowanego CLE wyglądał logicznie.
Potem pojawił się zwrot, który wielu zbił z tropu: oznaczenie Mythos. Pierwszym autem tej linii został Mercedes-AMG PureSpeed zbudowany na bazie najnowszego SL 63. To ekstremalnie limitowana seria: 250 sztuk, a cenę szacuje się na około 25 mln Kč (ok. 4 347 500 zł). Za kabriolet bez przedniej szyby to kwota, która sama prosi się o komentarz, ale liczby mówią same za siebie. W tym samym czasie wspomniane CLE ze spojlerem oficjalnie dopisano do rodziny Mythos. I wtedy pojawiła się realna obawa, że Black Series zostanie „zastąpione” nową linią.
Kluczowa deklaracja AMG: Black Series nadal jest potrzebne
Michael Schiebe, kończący kadencję szef dywizji AMG, mówi:
Mamy plany dla linii Black Series. To nazwa, z którą Mercedes-AMG odnosił sukces. Jednocześnie to musi być coś naprawdę wyjątkowego i radykalnego, z przekonującymi osiągami.
To stawia sprawę jasno: Black Series nie ma być naklejką. Ma być wydarzeniem. A takich rzeczy nie robi się „przy okazji”, tylko wtedy, gdy auto ma sens jako całość.

Co dalej: tropy prowadzą do rodziny GT
Jeśli w Affalterbach faktycznie nie trzymają pod przykrywką czegoś jeszcze bardziej zaskakującego, najbardziej rozsądne założenie jest takie: siódma iteracja Black Series może powstać na bazie GT 63 AMG. Druga generacja GT 63 zadebiutowała w 2023 roku, więc baza jest świeża. Mercedes publikował też zdjęcia z testów zamaskowanego torowego auta o nazwie GT Track Series.
W sylwetce widać elementy typowe dla drugiej generacji GT, a kształt przednich świateł wyraźnie to sugeruje. Skoro poprzedni AMG GT Black Series był rozwinięciem „cywilnego” GT pierwszej generacji, logiczne jest założenie, że podobny scenariusz może powtórzyć się teraz: najpierw torowa bestia, potem dopuszczona do ruchu odmiana Black Series.
Dlaczego to ma znaczenie, nawet jeśli powstanie garstka sztuk
Black Series zawsze działało jak latarnia: pokazuje, jak daleko AMG potrafi pójść, gdy nie musi nikomu tłumaczyć się z kompromisów. Modele najwyższych specyfikacji kojarzono tu z brutalnym uderzeniem i „mięśniowym” charakterem, momentami bliższym amerykańskim muscle carom niż europejskiej elegancji. Black Series było wisienką na tym torcie, tylko że zamiast lukru dostajesz opony, hamulce i szerokość nadwozia. Dziś najważniejsze jest to, że legenda nie została skasowana w excelu. Ma wrócić, ale wyłącznie wtedy, gdy AMG uzna, że ma czym dowieźć obietnicę. I jeśli to będzie kolejne GT Black Series, nikt przy kawie nie będzie narzekał, że „kiedyś to było”.
O autorze
Adam Główka
Najnowsze

Verstappen bezradny w Chinach. Red Bull ma auto, z którym nie da się walczyć

Ford odświeża Capri i Explorera. Zasięg rośnie do 444 km, a to dopiero początek zmian

16-latek miał ukraść Lamborghini Urus i jeździć nim po mieście przez 16 godzin. Skończył na… ogrodzeniu

Francja walczy z aferą rejestracyjną. Ponad 1 mln aut mogło dostać lewe papiery



