Stellantis odświeża FireFly pod Euro 7. Co to oznacza dla PureTecha?

Krzysztof Drobnicki
Krzysztof Drobnicki

Stellantis stawia na dalszy rozwój silników spalinowych wspieranych elektryfikacją, zamiast udawać, że temat „sam się rozwiąże”. W praktyce oznacza modernizację rodziny FireFly pod normę Euro 7 oraz nowe zadanie dla zakładu w Termoli: produkcję skrzyń e-DCT dla aut zelektryfikowanych. Na dziś nie przesądzono, czy te ruchy przełożą się wprost na zastąpienie silnika PureTech w poszczególnych gamach.

O intencji całej decyzji najprościej mówi jedno zdanie. Emanuele Cappellano, szef Stellantis w Europie, ujął to tak:

Zdecydowaliśmy się zainwestować w przyszłość silników GSE, aby zagwarantować ich wykorzystanie po 2030 roku.

FireFly pod Euro 7: mniejsze spalanie, mniej emisji

Pierwszy filar planu to aktualizacja silnika FireFly, tak aby spełniał wymagania Euro 7. W pakiecie są m.in. zmniejszanie pojemności skokowej, bardziej zaawansowane sterowanie spalaniem oraz dołożenie układu miękkiej hybrydy 48V. Cel jest opisany wprost: ograniczyć zużycie paliwa i emisje, szczególnie w ruchu miejskim, a jednocześnie utrzymać osiągi i niezawodność. Wątek Euro 7 nie jest „papierowy”.

Plan zakłada odpowiedź na wymagania dotyczące emisji w rzeczywistych warunkach jazdy oraz konieczność stosowania bardziej zaawansowanych rozwiązań ograniczających emisję spalin. To ten moment, kiedy silnik ma działać czyściej nie tylko w laboratorium (tam każdy bywa wzorowy).

Termoli jako centrum e-DCT: produkcja od 2026 i cel ponad 300 tys. rocznie

Drugi filar to przebudowanie roli zakładu w Termoli, który ma stać się centrum produkcji nowych skrzyń e-DCT (dwusprzęgłowych) dla zelektryfikowanych modeli grupy. Od 2026 roku ma ruszyć wytwarzanie tych podzespołów, z perspektywą ponad 300 tys. sztuk rocznie. Ten wolumen ma zapewnić ciągłość pracy i wzmocnić pozycję zakładu w łańcuchu dostaw dla branży motoryzacyjnej we Włoszech i w Europie.

W praktyce to nie jest tylko „nowa linia produkcyjna”, ale próba przestawienia fabryki na komponenty, które będą potrzebne w samochodach z elektryfikacją. Im bardziej hybrydy wchodzą do oferty, tym bardziej rośnie znaczenie przekładni, elektroniki i integracji napędu.

Dlaczego 48V: elastyczność oferty zamiast gry w jedną kartę

Trzeci filar to elastyczność handlowa, która wynika z łączenia unowocześnionego silnika spalinowego z napędem hybrydowym. Stellantis chce utrzymać konkurencyjną ofertę tam, gdzie popyt na hybrydy pozostaje wysoki, bez całkowitego porzucania technologii spalinowej na rzecz wyłącznie aut elektrycznych. To podejście ma też zmniejszać ryzyko w okresie, w którym transformacja energetyczna budzi niepewność w całej branży.

Układ 48V jest tu przedstawiany jako wybór pragmatyczny: daje wymierne korzyści z odzysku energii i ograniczenia zużycia paliwa, a jednocześnie nie wymaga tak dużych inwestycji jak przejście od razu na pełne hybrydy albo na platformy w pełni elektryczne. Krótko mówiąc: mniej rewolucji na slajdach, więcej efektu w codziennej jeździe (zwłaszcza w mieście).

Skutki dla regionu i spór, który był do przewidzenia

Dla lokalnego przemysłu kluczowe jest połączenie ciągłości produkcji w Termoli z uruchomieniem wytwarzania skrzyń e-DCT. W planie podkreślono, że to ma wzmacniać stabilność zatrudnienia oraz wspierać sieć lokalnych dostawców, co ma znaczenie w czasie, gdy przejście na napędy elektryczne wywołuje obawy w regionach tradycyjnie związanych z motoryzacją. Reakcje są opisane jako mocno spolaryzowane.

Organizacje środowiskowe oraz część polityków wyrażają niepokój, że wydłużanie życia technologii spalinowej (nawet w wersji zelektryfikowanej) może spowalniać dekarbonizację parku samochodowego. Z kolei związki zawodowe i lokalne władze oceniają decyzję pozytywnie, traktując ją jako narzędzie ochrony miejsc pracy i utrzymania wyspecjalizowanych kompetencji przemysłowych.

O autorze

Krzysztof Drobnicki

Krzysztof Drobnicki

Redaktor działu Porady
Zawodowo inżynier, po godzinach łowca zakrętów. Uważam, że zapach spalonego paliwa to najlepsze perfumy.

© 2026 MotoGuru.pl