Stellantis w USA karze pracowników, jeśli przyjadą do pracy autem konkurencji

W zakładzie Stellantis w Auburn Hills w stanie Michigan wróciła zasada, która dla części pracowników okazała się bardzo kosztowna. Osoby przyjeżdżające do pracy autem konkurencyjnej marki mogą dostać ostrzeżenie, a nawet wewnętrzną karę finansową za zaparkowanie w niewłaściwej strefie. Problem nasilił się po zakończeniu pracy zdalnej i obowiązkowym powrocie do biura przez pięć dni w tygodniu.
Nowe napięcia nie wynikają z budowy dodatkowych parkingów ani zmiany organizacji ruchu, lecz z ponownego egzekwowania dawnej zasady parkowania. Wraz z decyzją nowego kierownictwa, z Antonio Filosą na czele, pracownicy częściej wrócili do biura, a miejsca postojowe szybko się zapełniły.
Lepsze miejsca tylko dla aut z grupy
Na terenie zakładu obowiązuje wyraźny podział między samochodami marek należących do koncernu a pojazdami konkurencji. Najdogodniejsze miejsca, położone bliżej wejść lub w parkingach zadaszonych, są zarezerwowane dla modeli Jeep, Ram, Dodge i Chrysler. Kto przyjeżdża Teslą, Toyotą albo Fordem, musi zostawić auto dalej od budynku. W praktyce oznacza to dłuższy dojście do pracy i gorsze warunki w niepogodę. Na papierze wygląda to jak korporacyjna ciekawostka, ale przestaje bawić, gdy kończy się mandatem.
Ostrzeżenia, kary i krytyka pracowników
Część zatrudnionych odebrała tę politykę jako formę nacisku, by kupować samochody własnego koncernu. To budzi opór tym bardziej, że zakup nowego auta jest dziś dla wielu osób dużo większym wydatkiem niż kiedyś. Kontrowersje wzrosły także dlatego, że ochrona miała karać kierowców aut marek już nieistniejących, choć były one kiedyś powiązane z grupą. W materiale padł przykład Eagle Talon, co tylko dolało oliwy do ognia i pokazało, że sama identyfikacja marek bywa zawodna.
Stellantis broni zasad
Firma utrzymuje, że uprzywilejowane parkowanie jest benefitem dla osób, które wspierają marki koncernu. Jednocześnie przyznaje, że w razie błędnie wystawionego ostrzeżenia pracownik może zgłosić sprawę do działu bezpieczeństwa, aby została szybko sprawdzona i wyjaśniona. W tle tej historii są także zwolnienia i napięcia społeczne, więc wymóg lojalności wobec marki jest odbierany jeszcze bardziej surowo. W efekcie zwykły wybór prywatnego samochodu urósł tam do rangi sprawy zawodowej.
Na tym może się nie skończyć
Najbardziej uparci kierowcy ryzykują nie tylko kolejne upomnienia. Ochrona ma możliwość unieruchomienia auta blokadą koła, a wtedy pracownik musi kontaktować się z przełożonym, by odzyskać samochód. Ta sytuacja dobrze pokazuje, jak daleko może sięgać kultura korporacyjna w branży motoryzacyjnej. Gdy firma produkuje auta, parking przed biurem też staje się elementem wizerunku, nawet jeśli momentami ociera się to o biurowy teatr absurdu.
O autorze
Krzysztof Drobnicki
Najnowsze

Miała być żyła złota. Honda i Hyundai sprzedają dane zbierane przez auta za grosze

Tak dziś kupuje się samochody. Polacy coraz rzadziej pytają o cenę

Tory wyścigowe w Polsce z ochroną przed hałasem? Sejmowa komisja zrobiła ważny krok

Tak jeździ nowa Kia Seltos. Porywa przestrzenią i komfortem. Przegląd prasy



