Stany Zjednoczone oskarżają Unię Europejską o utrudnianie sprzedaży dużych pick-upów na rynku europejskim. Spór dotyczy zasad homologacji oraz kształtu porozumienia handlowego, które miało ułatwić wymianę pojazdów między obiema stronami Atlantyku. W tle są interesy producentów z Detroit i niszowy, ale realny rynek dużych aut w Europie.
Porozumienie handlowe między Waszyngtonem a Brukselą, wynegocjowane latem ubiegłego roku, wciąż czeka na ratyfikację. Ustalenia mają wyzerować cła na import aut ze Stanów Zjednoczonych do Europy i podnieść je do 15%. na eksport samochodów z Europy do USA.
Amerykanie widzą w przepisach barierę
Według strony amerykańskiej problemem nie są już tylko same cła, lecz także regulacje homologacyjne obowiązujące w Unii Europejskiej. Chodzi o zasady dopuszczania do ruchu pojazdów przewidzianych do przewozu osób, a konkretnie o przepisy znane jako Individual Vehicle Approval. Waszyngton uważa, że ich zaostrzenie może uderzyć w sprzedaż takich modeli jak Ford F-150, Chevrolet Silverado czy Ram 1500.
Ambasador USA przy Unii Europejskiej Andrew Puzder twierdzi, że nowe propozycje Brukseli mogą naruszać ducha handlowego porozumienia. Z jego perspektywy szczególnie problematyczna byłaby sytuacja, w której niższe cła formalnie weszłyby w życie, ale równocześnie część amerykańskich aut zostałaby faktycznie wypchnięta z rynku inną drogą.
Chodzi o mały rynek, ale głośny symbol
Obecne procedury pozwalają sprowadzać ograniczoną liczbę rzadkich lub budowanych na zamówienie modeli według łagodniejszych wymagań. To właśnie dzięki temu amerykańskie koncerny zbudowały w Europie mały rynek niszowy, obejmujący duże SUV-y i pick-upy. Na podstawie danych sprzedażowych za 2024 rok chodzi o około 7 tys. takich pojazdów.

Ford F-150 pomógł wielu ludziom podczas kryzysu w Teksasie. Być może niektórym uratował także życie.
W europejskich realiach wielkie pick-upy od lat pozostają autem niszowym. Ich gabaryty i zużycie paliwa nie pasują do oczekiwań większości klientów na Starym Kontynencie, zwłaszcza w miastach. To nie zmienia faktu, że dla producentów z Detroit sprawa ma znaczenie strategiczne i wizerunkowe.
Detroit naciska na administrację Trumpa
Napięcie zwiększa też stanowisko przemysłu motoryzacyjnego w USA. American Automotive Policy Council, organizacja reprezentująca Forda, General Motors i Stellantis, zaapelowała do administracji Donalda Trumpa o zablokowanie zaostrzenia unijnych regulacji. W ocenie producentów Europa nie tylko opóźnia wdrażanie umowy handlowej, ale jednocześnie rozważa ograniczenia dla amerykańskich produktów. Zapowiedź tego stanowiska wybrzmiała również w wypowiedziach cytowanych przez brytyjski dziennik Financial Times. Jeden z przedstawicieli producenta z Detroit ujął sprawę tak:
Europa jest dziś w lepszej pozycji niż Stany Zjednoczone.
Spór o pick-upy jest większy niż same pick-upy
Ten konflikt nie dotyczy wyłącznie kilku modeli i niewielkiego segmentu rynku. W praktyce stał się testem tego, czy obie strony rzeczywiście uznają swoje standardy i chcą ułatwiać handel, czy tylko wpisują to do dokumentów, a potem wracają do starej gry. Pick-up stał się tu symbolem, choć w europejskiej codzienności nadal pozostaje raczej wyjątkiem niż uliczną normą.






