⏱️ 4 min.

Defender za 393 tys. dolarów, ale bez V8. Arvon pokazuje, jak daleko da się przesunąć granicę

Zdjęcie autora artykułu

Jan Pacuła

24-01-2026 17:01
Defender za 393 tys. dolarów, ale bez V8. Arvon pokazuje, jak daleko da się przesunąć granicę

Są restomody, które krzyczą „patrzcie na mnie”, i są takie, które po prostu biorą klasyka, rozbierają go do ostatniej śrubki i składają z powrotem tak, jakby fabryka miała nieograniczony budżet i brak skrupułów. Ten drugi przypadek pokazał Arvon. To Land Rover Defender przerobiony przez Helderburg z Arkansas i wyceniony na 393 000 dolarów (ok. 1 408 000 zł), czyli poziom, na którym zaczynasz porównywać auto nie do innych terenówek, tylko do supersamochodów.

Ten projekt zajął ponad 3000 godzin pracy, a według opisu kosztował ponad dwa razy więcej niż nowy Defender OCTA. W skrócie: rodzina zamawiająca nie miała ochoty na półśrodki, tylko na „najlepszego Defendera, bez kompromisów” (i to widać na każdym kroku).

Diesel zostaje. I to wcale nie z lenistwa

W świecie, gdzie wielu tunerów idzie w V8 albo konwersję na prąd, Helderburg poszedł pod prąd, ale z głową. Arvon zachował oryginalnego 2,8-litrowego, rzędowego sześciocylindrowego turbodiesela, czyli ten sam silnik, z którym ten egzemplarz wyjechał kiedyś na drogę. Jednostka została całkowicie przebudowana i dyskretnie unowocześniona.  Defender za 393 tys. dolarów, ale bez V8. Arvon pokazuje, jak daleko da się przesunąć granicę Marka podaje, że silnik dostał m.in. nową głowicę oraz dwuwarstwową chłodnicę, która ma trzymać temperatury na tyle w ryzach, by Defender mógł „stać na biegu jałowym bez końca w towarzystwie nadmorskiego słońca”. Brzmi jak przechwałka do folderu, ale sama logika ulepszeń układu chłodzenia w ciężko eksploatowanym dieslu akurat jest do bólu sensowna.

O mocy nie ma ani słowa, więc nie ma co udawać, że ktoś tu polował na rekordy. Za to wiadomo, że z modernizacją napędu poszły też hamulce: wzmocnione zaciski i nowe przewody w stalowym oplocie mają zapewnić kontrolę tam, gdzie seryjny układ zwykle zaczyna się pocić.

Nadwozie: błękit jak biżuteria, ale z zadatkami na błoto

Z zewnątrz Arvon jest dopieszczony tak, że można by go wstawić do salonu meblowego jako „element wystroju” (i pewnie ktoś by to kupił). Lakier to odcień High Pearl Metallic Blue, do tego przebudowany przód z autorskim zderzakiem, nowe reflektory i komplet nowych lamp. Na liście jest też wyciągarka, bo nawet przy cenie z kosmosu ktoś pamiętał, po co Defender w ogóle istnieje.  Defender za 393 tys. dolarów, ale bez V8. Arvon pokazuje, jak daleko da się przesunąć granicę Wygląd domykają konkretne detale: zdejmowany, jasnobrązowy materiałowy dach, czarne stopnie boczne, poszerzone nadkola oraz nowe czarne koła z oponami terenowymi typu „błoto i koleiny”. To ciekawy kontrast: lakier i wykończenie jak w aucie pokazowym, a ogumienie jakby właściciel faktycznie miał zamiar zjechać z asfaltu.

Wnętrze „jak w Hamptons”, tylko w Defenderze

Tu robi się jeszcze ciekawiej, bo projekt miał jasne założenie: żona osoby zamawiającej chciała, by środek kojarzył się z domem w Hamptons. W efekcie kabina dostała nowe obszycia w kremowej i brązowej skórze oraz białe kontrastowe przeszycia. Do tego dochodzi drewniana kierownica i nowy zestaw multimediów z Apple CarPlay, który zastępuje fabryczne rozwiązanie. Defender za 393 tys. dolarów, ale bez V8. Arvon pokazuje, jak daleko da się przesunąć granicę W środku nie ma „odświeżonego klimatu”, tylko realna przebudowa: nowe boczki drzwi, nowe fotele i dwa tylne boczne siedziska. Taki Defender ma więc jednocześnie klimat ręcznej roboty i poziom dopieszczenia, który zwykle widuje się w samochodach budowanych pod konkursy jakości, nie pod codzienne życie.

393 tys. dolarów za Defendera: przesada czy logiczny finał?

393 000 dolarów (ok. 1 408 000 zł) to kwota, która automatycznie wywołuje odruch „kto normalny…”. Ale Arvon nie próbuje udawać okazji. To demonstracja możliwości: klasyczny Defender, który zachowuje swoje dieslowskie serce, a resztę ma doprowadzoną do stanu „bez wymówek”. Jeśli ktoś szuka w tym racjonalności, to znajdzie ją nie w tabelce parametrów, tylko w konsekwencji wykonania – i w tym, że tym razem „bez kompromisów” nie jest pustym hasłem.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Jan Pacuła

Redaktor działu Retro
Były kierowca rajdowy, który teraz co najwyżęj testuje auta drogowe. Lubię, gdy tył ucieka szybciej niż rozum.

© 2026 MotoGuru.pl