⏱️ 3 min.

Dieselgate wraca na salę sądową. Paryż otwiera nowy rozdział

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Utrata

17-02-2026 09:02
silnik 2.0 TDI

Sąd karny w Paryżu zdecydował o skierowaniu Volkswagen do procesu w sprawie Dieselgate, a fala postępowań i roszczeń znów nabiera tempa w Europie. Stawką są nie tylko kary i reputacja marek, lecz także realne pieniądze dla kierowców, bo w UE otwarta pozostaje ścieżka dochodzenia rekompensat.

Francuskie postępowanie obejmuje około miliona aut marek Volkswagen, Seat, Audi i Skoda, wyposażonych w silniki EA189 TDI sprzedawane w latach 2009–2016. Śledczy przypisują sprawie elementy oszustwa i instalację nielegalnego oprogramowania, które miało manipulować wynikami emisji.

Co dokładnie dzieje się we Francji?

W Paryżu wyznaczono posiedzenie wstępne na 18 grudnia, a skala dokumentów i złożoność tematu mogą rozciągnąć postępowanie aż do 2027 roku. Sprawa stawia w centrum odpowiedzialność producentów wobec konsumentów i środowiska, bo kluczowe ma być to, jak działały rozwiązania programowe w realnym użyciu, a nie tylko na papierze.

Śledztwa wykraczają poza Volkswagen

Prokuratura w Paryżu prowadzi też wątki, które mogą objąć inne duże koncerny. Wobec Fiat Chrysler pojawił się wniosek o proces w sprawie oszustwa kwalifikowanego, dotyczący aut z silnikami Multijet II sprzedawanych w latach 2014–2017, które miały systematycznie przekraczać normy tlenków azotu.

Równolegle w Wielkiej Brytanii materializuje się proces zbiorowy, w którym około 1,6 mln kierowców kieruje roszczenia wobec marek takich jak Mercedes, Ford, Peugeot-Citroën, Renault i Nissan. To jeden z sygnałów, że Dieselgate nie jest już wyłącznie historią jednego producenta, tylko testem dla całego rynku.

Niemieckie wyroki budują precedens

W Niemczech zapadły wyroki skazujące wobec czterech menedżerów Volkswagen, z karami od roku i trzech miesięcy (w zawieszeniu) do czterech i pół roku pozbawienia wolności. Te rozstrzygnięcia wzmacniają kierunek, w którym odpowiedzialność nie zatrzymuje się na poziomie firmy, lecz może dotyczyć także konkretnych osób podejmujących decyzje.

Stanowisko UE: homologacja nie zamyka sprawy

Istotny punkt odniesienia tworzy orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE, które przyjmuje zasadę, że uzyskanie homologacji CE nie zwalnia producenta z odpowiedzialności za instalację nielegalnego oprogramowania. Dla konsumentów oznacza to otwartą drogę do dochodzenia roszczeń, które mogą sięgać do 15% ceny zakupu pojazdu.

Skutki finansowe i reputacyjne

Koszty poniesione przez Volkswagen w latach 2015–2025 oszacowano na około 33 mld euro (ok. 138,9 mld zł), wliczając sankcje administracyjne, wypłacone rekompensaty i obsługę sporów prawnych. Skala rachunku idzie w parze z długotrwałym uderzeniem w zaufanie klientów, a to w motoryzacji boli czasem bardziej niż sama kara.

W tle pojawia się także konsekwencja strategiczna: Dieselgate wiązano z opóźnieniami w inwestycjach w elektryfikację i spowolnieniem części projektów rozwojowych. Ironicznie, to właśnie w tej historii „sprytne oprogramowanie” stało się synonimem problemu, a nie przewagi.

Co może przesądzić o dalszym biegu spraw

W kolejnych miesiącach postępowania mają toczyć się równolegle, co zwiększa presję na lepszą koordynację między systemami prawnymi w Europie. Kluczowe znaczenie będą miały dowody techniczne dotyczące obecności i działania rozwiązań uznanych za nielegalne, bo to one mogą przesądzać o zakresie odpowiedzialności poszczególnych producentów.

  • Technika: sposób działania oprogramowania i jego wpływ na emisje w praktyce.
  • Prawo: kwalifikacja naruszeń i powiązanie ich z odpowiedzialnością producenta.
  • Roszczenia: skala i model dochodzenia rekompensat przez konsumentów.

O autorze

Zdjęcie autora artykułu

Andrzej Utrata

Ekolog z duszą petrolheada. Wierzę, że można kochać prędkość i dbać o planetę jednocześnie.

© 2026 MotoGuru.pl