Dieselgate wraca na salę sądową. Paryż otwiera nowy rozdział

Sąd karny w Paryżu zdecydował o skierowaniu Volkswagen do procesu w sprawie Dieselgate, a fala postępowań i roszczeń znów nabiera tempa w Europie. Stawką są nie tylko kary i reputacja marek, lecz także realne pieniądze dla kierowców, bo w UE otwarta pozostaje ścieżka dochodzenia rekompensat.
Francuskie postępowanie obejmuje około miliona aut marek Volkswagen, Seat, Audi i Skoda, wyposażonych w silniki EA189 TDI sprzedawane w latach 2009–2016. Śledczy przypisują sprawie elementy oszustwa i instalację nielegalnego oprogramowania, które miało manipulować wynikami emisji.
Co dokładnie dzieje się we Francji?
W Paryżu wyznaczono posiedzenie wstępne na 18 grudnia, a skala dokumentów i złożoność tematu mogą rozciągnąć postępowanie aż do 2027 roku. Sprawa stawia w centrum odpowiedzialność producentów wobec konsumentów i środowiska, bo kluczowe ma być to, jak działały rozwiązania programowe w realnym użyciu, a nie tylko na papierze.
Śledztwa wykraczają poza Volkswagen
Prokuratura w Paryżu prowadzi też wątki, które mogą objąć inne duże koncerny. Wobec Fiat Chrysler pojawił się wniosek o proces w sprawie oszustwa kwalifikowanego, dotyczący aut z silnikami Multijet II sprzedawanych w latach 2014–2017, które miały systematycznie przekraczać normy tlenków azotu.
Równolegle w Wielkiej Brytanii materializuje się proces zbiorowy, w którym około 1,6 mln kierowców kieruje roszczenia wobec marek takich jak Mercedes, Ford, Peugeot-Citroën, Renault i Nissan. To jeden z sygnałów, że Dieselgate nie jest już wyłącznie historią jednego producenta, tylko testem dla całego rynku.
Niemieckie wyroki budują precedens
W Niemczech zapadły wyroki skazujące wobec czterech menedżerów Volkswagen, z karami od roku i trzech miesięcy (w zawieszeniu) do czterech i pół roku pozbawienia wolności. Te rozstrzygnięcia wzmacniają kierunek, w którym odpowiedzialność nie zatrzymuje się na poziomie firmy, lecz może dotyczyć także konkretnych osób podejmujących decyzje.
Stanowisko UE: homologacja nie zamyka sprawy
Istotny punkt odniesienia tworzy orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE, które przyjmuje zasadę, że uzyskanie homologacji CE nie zwalnia producenta z odpowiedzialności za instalację nielegalnego oprogramowania. Dla konsumentów oznacza to otwartą drogę do dochodzenia roszczeń, które mogą sięgać do 15% ceny zakupu pojazdu.
Skutki finansowe i reputacyjne
Koszty poniesione przez Volkswagen w latach 2015–2025 oszacowano na około 33 mld euro (ok. 138,9 mld zł), wliczając sankcje administracyjne, wypłacone rekompensaty i obsługę sporów prawnych. Skala rachunku idzie w parze z długotrwałym uderzeniem w zaufanie klientów, a to w motoryzacji boli czasem bardziej niż sama kara.
W tle pojawia się także konsekwencja strategiczna: Dieselgate wiązano z opóźnieniami w inwestycjach w elektryfikację i spowolnieniem części projektów rozwojowych. Ironicznie, to właśnie w tej historii „sprytne oprogramowanie” stało się synonimem problemu, a nie przewagi.
Co może przesądzić o dalszym biegu spraw
W kolejnych miesiącach postępowania mają toczyć się równolegle, co zwiększa presję na lepszą koordynację między systemami prawnymi w Europie. Kluczowe znaczenie będą miały dowody techniczne dotyczące obecności i działania rozwiązań uznanych za nielegalne, bo to one mogą przesądzać o zakresie odpowiedzialności poszczególnych producentów.
- Technika: sposób działania oprogramowania i jego wpływ na emisje w praktyce.
- Prawo: kwalifikacja naruszeń i powiązanie ich z odpowiedzialnością producenta.
- Roszczenia: skala i model dochodzenia rekompensat przez konsumentów.
O autorze
Andrzej Utrata
Najnowsze

Autostrada A2 znów drożeje. Rząd rozważa zerwanie umowy po podwyżce opłat

Sergio Perez czuje różnicę. W Cadillacu jego głos waży więcej niż w Red Bullu

Nissan X-Trail po liftingu. Nowa twarz, więcej wygody i technologii na 2026 rok

Pirelli wybrało opony na GP Chin 2026. Sprint od razu podnosi stawkę



