Max Verstappen nie ukończył Grand Prix Wielkiej Brytanii po groźnym wypadnięciu z toru na Silverstone. Kierowca Red Bulla wskazał na problem z tylnym skrzydłem, a Laurent Mekies przyznał, że zespół musi bardzo poważnie przeanalizować całą koncepcję rozwiązania.
Red Bull znów zawiódł Verstappena w szybkim zakręcie
Grand Prix Wielkiej Brytanii miało być dla Verstappena wyścigiem ratunkowym po trudnym weekendzie, ale zakończyło się kolejnym ciosem. Holender był w grze o podium, gdy w końcówce wypadł z toru w zakręcie Stowe, jednym z tych miejsc, w których utrata docisku nie zostawia kierowcy zbyt wiele czasu na reakcję. Według Verstappena problem był podobny w skutkach do tego, który pojawił się wcześniej w Austrii.
Kierowca Red Bulla tłumaczył, że tylne skrzydło nie wróciło w pełni do właściwej pozycji, przez co samochód stracił docisk w momencie skrętu. W takim miejscu toru to nie jest drobna niedogodność, tylko zaproszenie do bardzo nieprzyjemnej wycieczki poza asfalt. Verstappen już wcześniej miał zastrzeżenia do zachowania samochodu na Silverstone.
Holender narzekał na balans, prędkość na prostych, problemy z jednostką napędową i ogólną niestabilność auta. Po kwalifikacjach sugerował nawet, że wolałby start z alei serwisowej, jeśli Red Bull miałby dzięki temu wymienić kłopotliwe elementy i zmienić ustawienia.
Verstappen: to było superniebezpieczne
Po wyścigu Verstappen nie próbował łagodzić przekazu. Wprost stwierdził, że sytuacja była niebezpieczna, bo drugi raz w krótkim czasie stracił samochód w szybkim zakręcie z powodu problemu z tylnym skrzydłem:
To było jak w Austrii. Inna usterka, powiedzmy, ale ten sam efekt. Znowu, gdy skręcasz w zakręt, tylne skrzydło nie jest w pełni przyczepione aerodynamicznie. Tracisz przez to dużo docisku i po prostu wypadasz z toru. W tym momencie jest to superniebezpieczne, bo naprawdę można zrobić sobie krzywdę. Miałem szczęście w Austrii, miałem szczęście tutaj i dlatego człowiek ma tego naprawdę dość.
Holender przyznał też, że nawet ewentualne podium nie zmieniłoby jego oceny weekendu. Według niego Red Bull korzystał z problemów rywali, a tempo samochodu na twardych oponach nie dawało podstaw do optymizmu. To dość brutalna diagnoza jak na zespół, który jeszcze niedawno był punktem odniesienia w stawce.
Red Bull na zakręcie. Kolejne odejście i walka o zaufanie Verstappena
Mekies broni decyzji Red Bulla, ale rozumie złość kierowcy
Laurent Mekies, szef Red Bulla, przyznał, że Verstappen ma prawo być niezadowolony. Zespół nie zmienił silnika ani ustawień przed wyścigiem, bo oznaczałoby to start z alei serwisowej. Red Bull uznał, że mimo niedoskonałego balansu większą szansę na wynik da start z pola wywalczonego w kwalifikacjach. Francuz tłumaczył, że zespół znał ograniczenia samochodu, ale liczył, że będzie w stanie dowieźć solidny rezultat:
Słuchajcie, on ma rację, że nie jest zadowolony. To bardzo nieprzyjemne dla kierowców, gdy samochód zawodzi ich w szybkich zakrętach w dwóch kolejnych wyścigach, nawet jeśli z dwóch różnych powodów. I w znacznie mniejszej skali jest to też skrajnie nieprzyjemne dla nas jako zespołu, gdy wysyłamy naszych kierowców w pułapkę żwirową. Ma więc rację, że jest niezadowolony. Nie mam wątpliwości, że jako zespół wdrożymy to, co konieczne, aby to się nie powtórzyło, nawet jeśli dzisiaj nam się to nie udało i traktujemy to tak poważnie, jak tylko można.
Aktywna aerodynamika jest źródłem przewagi i ryzyka
Tłem całej sprawy jest aktywna aerodynamika stosowana w tegorocznych samochodach F1. System pozwala zmieniać ustawienie elementów skrzydeł w wyznaczonych strefach, aby zmniejszyć opór i ograniczyć zapotrzebowanie na energię elektryczną. Problem pojawia się, gdy po zakończeniu tej fazy przepływ powietrza nie wraca natychmiast do stanu stabilnego, zapewniającego pełny docisk.
Red Bull korzysta z koncepcji tylnego skrzydła, w której górny element obraca się w szerokim zakresie, zamiast jedynie spłaszczać kąt natarcia w prostszy sposób. Rozwiązanie ma potencjał osiągowy, ale jest bardziej złożone mechanicznie i aerodynamicznie. Im więcej ruchomych elementów, tym więcej miejsc, w których coś może pójść nie tak – tu F1 nie różni się aż tak bardzo od zwykłej motoryzacji.
Verstappen rozbił bolid w Q3. Russell na PP i pod lupą sędziów
Po wypadku w Austrii Red Bull miał już rozumieć wcześniejszą usterkę. Na Silverstone, według wstępnej analizy zespołu, pojawił się jednak inny typ problemu, choć skutek dla kierowcy był podobny. To właśnie dlatego Mekies nie wyklucza głębszej ingerencji w samochód. Szef Red Bulla powiedział:
Z pewnością rozumiemy, co wydarzyło się na Red Bull Ringu. Nie będę wchodził w szczegóły, bo nie sądzę, aby było to właściwe, ale rozumiemy tamtą usterkę. I tak, ze wstępnej analizy dzisiejszej sytuacji wynika, że mieliśmy inny typ awarii. To nie sprawia, że jest lepiej. Jest jasne, że w całej sekwencji wydarzeń to, czy awaria jest inna, nie ma tak naprawdę znaczenia. Przeanalizujemy cały ten obszar, aby upewnić się, że nie zostawimy żadnej szansy na powtórkę. Testowaliśmy to rozwiązanie już w kilku wyścigach. Jest jeszcze za wcześnie, aby jednoznacznie stwierdzić, czy problem leży w samej koncepcji, czy w czymś innym. Z pewnością jednak sprawdzimy każdą możliwość i analizujemy wszystkie dostępne opcje.
Silverstone pogłębiło kryzys Red Bulla
Już po sobotnich zajęciach Mekies przyznawał, że Red Bull zrobił krok wstecz względem Austrii. Wskazywał, że zespół nadal szuka optymalnego punktu pracy samochodu, a na Silverstone było to szczególnie trudne po stronie garażu Verstappena. Isack Hadjar miał również swoje ograniczenia, ale to właśnie auto Verstappena sprawiało największe problemy.
W samym wyścigu Red Bull przez długi czas mógł jeszcze liczyć na uratowanie wyniku. Verstappen korzystał z zamieszania wokół rywali, w tym problemów George’a Russella, kłopotów Kimiego Antonellego i kary Lewisa Hamiltona. Tyle że taki scenariusz bardziej maskował słabości samochodu, niż je rozwiązywał. Najważniejsze problemy Red Bulla na Silverstone można sprowadzić do kilku punktów:
- niestabilne zachowanie samochodu przy dużej prędkości,
- problemy z bilansem aerodynamicznym,
- brak prędkości na prostych względem drugiego samochodu zespołu,
- zastrzeżenia Verstappena do pracy jednostki napędowej,
- kolejna usterka w obszarze tylnego skrzydła.
Przed Red Bullem decyzja, której nie da się odkładać
Najmocniejszy sygnał z wypowiedzi Mekiesa jest taki, że Red Bull nie zamyka się na żadną opcję. To może oznaczać zarówno korekty mechanizmu, jak i poważniejszą zmianę koncepcji skrzydła, jeśli analiza wykaże, że problem wynika z samego rozwiązania, a nie z pojedynczego elementu.
Dla Verstappena to jednak niewielkie pocieszenie tu i teraz. Holender stwierdził, że potrzebuje kilku dni, aby się zresetować, a pytany o rozmowę z kierownictwem Red Bulla przed Grand Prix Belgii odpowiedział, że przez jakiś czas nie chce mieć z tym nic wspólnego. To zdanie mogło być wypowiedziane w emocjach, ale dobrze oddaje atmosferę wokół zespołu. Red Bull nie mierzy się już wyłącznie z brakiem tempa. Mierzy się z utratą zaufania kierowcy do samochodu.






