Firmy produkujące paliwa oraz sprowadzające je z zagranicy mogą zostać objęte jednorazowym podatkiem od ponadprzeciętnych wyników osiągniętych w 2026 roku. Stawka wyniesie 60%, a rząd zakłada, że nowa danina przyniesie budżetowi około 4 mld zł.
60% podatek od nadwyżki, a nie całego zysku
Nowe przepisy dotyczą nadzwyczajnych zysków ze sprzedaży paliw ciekłych osiągniętych od 1 marca do 31 grudnia 2026 roku. Podatek nie ma być naliczany od całego wyniku przedsiębiorstwa, lecz wyłącznie od części uznanej za ponadprzeciętną.
Punktem odniesienia będą marże osiągane przez dane przedsiębiorstwo w 2025 roku. Wartość referencyjna zostanie dodatkowo podwyższona o 20%, aby uwzględnić normalny rozwój działalności, zmiany skali sprzedaży i typowe wahania rynkowe.
Dopiero nadwyżka przychodów ponad poziom, jaki firma uzyskałaby przy zastosowaniu tak obliczonej marży referencyjnej, stanie się podstawą opodatkowania. Od tej kwoty przedsiębiorstwo będzie musiało zapłacić 60% podatku.
Podatek obejmie producentów i importerów paliw
Podatnikami mają zostać przedsiębiorstwa prowadzące w Polsce działalność w zakresie wytwarzania paliw ciekłych. Regulacja obejmie również podmioty posiadające koncesję na obrót paliwami ciekłymi z zagranicą, a więc między innymi firmy importujące paliwa lub kupujące je w ramach rynku unijnego.
Według rządowych szacunków obowiązek może objąć około 20-30 przedsiębiorstw. Nie będzie więc dotyczył bezpośrednio właścicieli zwykłych stacji paliw, jeżeli nie prowadzą oni działalności produkcyjnej ani koncesjonowanego obrotu zagranicznego.
Przedmiotem opodatkowania mają być przychody ze zbycia paliw ciekłych. Konstrukcja podatku została przygotowana tak, aby oddzielić normalny dochód przedsiębiorstwa od dodatkowych korzyści wynikających ze skokowego wzrostu marż.
Pierwsze zaliczki zostaną rozłożone na cztery raty
Podatek ma być rozliczany przy użyciu miesięcznych zaliczek obliczanych narastająco. Ostateczna deklaracja za cały okres objęty ustawą będzie składana do 30 kwietnia 2027 roku.
Szczególne zasady przewidziano dla zysków osiągniętych od marca do lipca 2026 roku. Pierwsza zaliczka dotycząca tych pięciu miesięcy zostanie podzielona na cztery równe części, płatne od września do grudnia 2026 roku.
UOKiK sprawdził paliwo w Polsce. Na tych stacjach lepiej nie tankuj!
Takie rozwiązanie ma ograniczyć ryzyko, że konieczność jednorazowego uregulowania zaległości za kilka wcześniejszych miesięcy zaburzy płynność przedsiębiorstw. Nie zmienia to jednak faktu, że ustawa obejmuje również okres sprzed jej planowanego wejścia w życie.
Rząd chce odzyskać około 4 mld zł
Wprowadzenie podatku jest elementem rządowej odpowiedzi na gwałtowne wzrosty cen ropy i paliw, które nastąpiły po destabilizacji dostaw surowców z Bliskiego Wschodu. W uzasadnieniu wskazano, że część przedsiębiorstw osiągnęła w tych warunkach wyjątkowo wysokie marże, niewynikające z inwestycji ani poprawy efektywności.
Jednocześnie państwo wprowadziło kosztowne działania osłonowe dla kierowców i przedsiębiorców. Obejmowały one między innymi czasowe obniżenie VAT na benzynę i olej napędowy do 8% oraz redukcję akcyzy do minimalnego poziomu dopuszczalnego w Unii Europejskiej.
Zdaniem rządu powstała w ten sposób nierównowaga: koszty łagodzenia cen paliw poniósł budżet, natomiast część firm paliwowych korzystała z wysokich marż. Podatek ma częściowo skorygować tę sytuację, a jego wpływy oszacowano na około 4 mld zł.
Największa kontrowersja dotyczy działania prawa wstecz
Planowany termin wejścia przepisów w życie to 1 sierpnia 2026 roku. Podatek ma jednak obejmować wyniki osiągnięte już od 1 marca, co wywołało spór dotyczący zgodności regulacji z konstytucyjną zasadą niedziałania prawa wstecz.
Biuro Legislacyjne Senatu zwróciło uwagę, że retroaktywność jest szczególnie problematyczna w prawie podatkowym. Jednocześnie przepisy konstytucyjne nie wykluczają jej całkowicie, jeżeli ustawodawca wykaże, że jest ona konieczna do ochrony szczególnie istotnych wartości i nie da się osiągnąć celu innym sposobem.
Rząd argumentuje, że uzasadnieniem są zasady sprawiedliwości społecznej i równego rozłożenia kosztów kryzysu, a także konieczność ochrony równowagi budżetowej. Przeciwnicy ustawy mogą natomiast wskazywać, że przedsiębiorstwa nie znały przyszłego obciążenia, gdy podejmowały decyzje biznesowe i osiągały przychody w pierwszych miesiącach objętych podatkiem.
Łukasz Żak skazany na 20 lat więzienia. Zapadł wyrok za tragedię na Trasie Łazienkowskiej
Ustawa przeszła przez parlament
Projekt został wniesiony do Sejmu przez Radę Ministrów 16 czerwca 2026 roku. W pierwszym głosowaniu ustawę poparło 231 posłów, 201 było przeciw, a jeden poseł wstrzymał się od głosu.
Senat zaproponował następnie poprawki, w tym rozwiązanie ograniczające wysokość daniny w stosunku do dochodu podatnika. Sejm przyjął senackie zmiany, kończąc parlamentarny etap prac.
Wejście nowych przepisów w życie zależy obecnie od decyzji prezydenta. Dopiero podpisanie ustawy i jej ogłoszenie pozwoli uruchomić pobór podatku od 1 sierpnia, przy zachowaniu okresu rozliczeniowego rozpoczynającego się pięć miesięcy wcześniej.
Cztery warianty wielkiej obwodnicy Warszawy. GDDKiA zbliża się do kluczowej decyzji
Czy podatek wpłynie na ceny paliw?
Ustawa formalnie obciąża przedsiębiorstwa paliwowe, a nie kierowców kupujących benzynę lub olej napędowy. Nie zawiera jednak mechanizmu, który całkowicie uniemożliwiałby firmom uwzględnienie dodatkowych kosztów w przyszłej polityce cenowej.
Rząd zakłada, że opodatkowaniu będą podlegać wyłącznie nadzwyczajne marże, a nie normalna rentowność działalności. W praktyce wpływ regulacji na ceny będzie zależał od sytuacji na rynku ropy, kursów walut, konkurencji między dostawcami oraz tego, jak firmy dostosują produkcję, import i poziom zapasów.
Najważniejsze dla kierowców pozostaje więc nie samo nominalne 60%, lecz to, czy nowy koszt zostanie rzeczywiście pokryty z ponadprzeciętnych zysków branży. Fiskus może sięgnąć po miliardy, ale dystrybutor – jak wiadomo – bywa ostatnim miejscem, w którym kończy się rachunek.
Nie żyje Zdzisław Podbielski. Przez dekady opisywał Polakom świat motoryzacji
Ukryte koszty i zagrożenia dla stabilności rynku
Mimo że rząd deklaruje chęć przejęcia jedynie „nadzwyczajnych” marż, ustawa zawiera zapisy, które w dłuższej perspektywie mogą negatywnie wpłynąć na rynek paliwowy. Najpoważniejszym z nich jest włączenie wyników z pochodnych instrumentów finansowych do podstawy opodatkowania. W praktyce oznacza to, że państwo nałoży 60% daninę na firmy, które profesjonalnie zarządzały ryzykiem cenowym (tzw. hedgingiem).
Przedsiębiorstwa, które skutecznie zabezpieczyły się przed wahaniami cen ropy, mogą zostać ukarane za swoje przewidywalne zarządzanie, co w efekcie zniechęci branżę do stosowania takich zabezpieczeń i zwiększy podatność polskiego rynku paliw na gwałtowne wstrząsy cenowe w przyszłości.
1,1 mld euro na drogi S17 i S74. Powstanie blisko 205 km ekspresówek
Co więcej, należy zwrócić uwagę na konstrukcję podatku w kontekście podatków dochodowych. Zgodnie z nowymi przepisami, zapłacony podatek od nadzwyczajnych zysków nie może zostać zaliczony do kosztów uzyskania przychodów w ramach rozliczeń CIT lub PIT. To rozwiązanie znacząco podnosi realne obciążenie fiskalne firm – podatek ten jest bowiem płacony z wypracowanego zysku netto, co sprawia, że faktyczna efektywna stawka opodatkowania jest jeszcze wyższa niż nominalne 60%. Dla wielu przedsiębiorstw może to oznaczać konieczność sięgnięcia po kapitał przeznaczony na bieżącą płynność lub rezerwy operacyjne.
Ostatnim, choć nie mniej istotnym ryzykiem, jest potencjalny paraliż inwestycyjny w sektorze. Firmy paliwowe, stając w obliczu nagłej i wysokiej daniny fiskalnej o charakterze retrospektywnym, mogą ograniczyć planowane wydatki inwestycyjne, w tym te dotyczące modernizacji rafinerii czy rozwoju infrastruktury logistycznej.
W sytuacji, gdy branża nie może być pewna stabilności reguł gry, wstrzymanie kosztownych inwestycji staje się racjonalną strategią przetrwania. W długim terminie może to doprowadzić do spadku efektywności polskiej infrastruktury paliwowej, co paradoksalnie może odbić się na kosztach operacyjnych wszystkich podmiotów funkcjonujących na rynku – a w ostatecznym rozrachunku – także na cenach dla konsumentów.






